Zagrożenie katastrofą klimatyczną przestało być fantasmagorią a stało się namacalne. Płonący kontynent australijski, znikające lodowce, wyschnięte bagna biebrzańskie, zanikanie klasycznej zimy – to namacalne żniwo dotychczasowej beztroski polityków
i lekceważenia niebezpieczeństwa przez nas wszystkich. Może z wyłączeniem ekologów, którzy nie przestają alarmować, że w szybkim tempie zbliżamy się do sytuacji, w której przyroda sama poszuka ratunku, kosztem zniszczenia ludzkiej populacji.
Bo nic nie jest trwałe, wszystko się zmienia, a najmądrzejsze stworzenie na Ziemi nie jest dla istnienia tego globu niezbędne. Jeszcze trochę i podzielimy los dinozaurów, z ta różnicą, że one swej zagłady nie spowodowały. Czytaj więcej