Interesa wiecznie żywe

Czas szybko leci. Od tygodnia prawie jestem w domu.  Ale powoli to siedzenie zaczyna doskwierać. Tym bardziej, że domowy anioł stróż pilnuje. Na dwór – na chwilę, odśnieżę – nie wolno. Spaceruj i oddychaj. Głęboko! I tylko telefony od znajomych, codziennie dziesiątki, wszystkie z wyrazami sympatii, wprowadzają ożywienie. Wielu z nas doświadczyło, na sobie lub w rodzinie czy bliskim sąsiedztwie, dotyku pandemii. Jeszcze więcej się po prostu skrycie lub otwarcie boi. Czytaj więcej

A za oknem świta…

Boże, wróciłem do żywych. Po wielu dniach na granicy życia i śmierci, zaczynam fizycznie czuć się lepiej. Ale nadal powtarzam sobie: jestem silny, dam radę, mam przecież tyle jeszcze do zrobienia! Jestem już w domu, w swoim łóżku. Bezpieczny…. I nie mogę zasnąć!

Zaraz po powrocie  – do wanny. Zmyć z siebie wczorajsze dni. A potem… Normalny nienormalny dzień. Normalny, bo z najbliższymi, nienormalny, bo w tyle głowy i w rozmowach ciągle wracały ostatnie dni. Mnóstwo telefonów, z wielką życzliwością. Aż takiej się nie spodziewałem. Wiele razy musiałem wychodzić z pokoju, by nie pokazać najbliższym, że ta życzliwość ludzi rozczula tak bardzo i oczy mi się szklą. Dziękuję jeszcze raz za te miłe słowa i serdeczności. Czytaj więcej