Gospodarze nie mają czasu, czyli o przyzwoitości w tle

 Z zaciekawieniem przeczytałem wywiad z przewodniczącym Rady Powiatu Wojciechem Palińskim w „Naszym Głosie” zatytułowanym „Warto być przyzwoitym”. Szczególnie końcowy fragment, w którym nie widzi on żadnego problemu w łączeniu funkcji przewodniczącego rady i pracy w szpitalnej spółce, a jeżeli ktoś widzi to jego sprawa. Jak stwierdził szpitalem nie zarządza, zajmuje się planowaniem i analizami, bo „na tym się zna i ma w tym kierunku wykształcenie”. Na pytanie jednak, czy planował też zwolnienie ratowników medycznych”, nie odpowiada. Czytaj więcej

Nos Pinokia albo „co ci powiem, to ci powiem”

Czy pamiętacie Pinokia? Drewniana bajkowa postać nie mogła okłamywać bezkarnie. Po każdym kłamstwie nos mu się wydłużał i kłamstwo natychmiast na jaw wychodziło. Ale życie nie bajka i człowiek może kłamać zazwyczaj bezkarnie, a polityk nawet bezczelnie. Oficjalnie jednak polityk nie kłamie nigdy. On tylko wyraża opinię, ma swoje zdanie, nie rozumie pytania lub wstrzymuje się od komentarza. Najczęściej jednak dużo mówi. Czym więcej tym lepiej, nawet gdy sam sobie zaprzecza. Bo polityk prowadzi politykę, a w niej nawet kłamstwo kłamstwem nie jest. Więc każdy z nas niczym Pyzdra od Kwiczoła słyszy na okrągło bajdurzenia w stylu „co ci powiem, to ci powiem, ale ci powiem”. I nie za bardzo wie o co chodzi. Wie tylko polityk, ale nie zawsze. Czytaj więcej

Polowanie na sukces, czyli radni w dybach

Na kolejnej w tym roku nadzwyczajnej sesji Rady Powiatu Ostródzkiego starosta Wiczkowski forsował przegłosowanie zmian finansów samorządu, tym razem wprowadzając zadanie budowy bloku operacyjnego. Po półtora roku przekonywania, że najlepszym rozwiązaniem byłoby inwestowanie w szpital poprzez Partnerstwo Prywatno-Publiczne, teraz obwieścił wszem i wobec, że najlepszym jest jednak budowanie bloku samodzielnie przy wsparciu miasta. No, a kto z radnych ośmieliłby się nie zagłosować za pomysłem pana starosty to jest przeciw szpitalowi i powiatowi, o staroście nie wspominając. I osoby te należy z imienia i nazwiska wskazać palcem i potępić. O dybach nie wspomniał. Czytaj więcej

Szpital: komu zabrać, komu dać

Już kilka dni po objęciu funkcji przez nowego prezesa laborantki ostródzkiego szpitala usłyszały, że laboratorium zostanie oddane w prywatne ręce. Przynosi straty, a nowy prezes ma sytuację ekonomiczną uzdrowić. Dla nie znającego specyfiki finansowania szpitalnych usług przez NFZ takie stwierdzenie zdaje się być jasne i rzeczowe: koszty są zbyt wysokie a zewnętrzny kontrahent będzie tańszy. Nic bardziej mylnego. Czytaj więcej

Przecież potrafimy…..

„Polacy, nic się nie stało….” Zaśpiew po każdej porażce wcale nie cieszył. Z czasem stał się ironiczno-sarkastycznym z coraz większą domieszką goryczy. Ale nie tym razem. Po odpadnięciu naszych chłopców w ćwierćfinałach Mistrzostw Europy nie było zaśpiewu, była chwila zasmucenia i rozczarowania, bo przecież awans był na wyciągnięcie ręki. Tuż, tuż. I uciekł sprzed nosa. Było rozdrażnienie Krychowiaka – że za mało ofensywnie, Lewandowskiego – że nie przycisnęli, łzy Fabiańskiego – bo mógł wyciągnąć chociaż jednego karnego i zastygła twarz Błaszczykowskiego – gdyby uderzył bardziej zdecydowanie… A przecież chociaż odpadli, to nie przegrali żadnego meczu. Portugalia awansowała, chociaż w regulaminowym czasie nie wygrała żadnego spotkania. Oto, urok piłki nożne„Polacy, stało się, stało…” Po raz pierwszy od bodajże trzydziestu lat nasi piłkarze pokazali, że liczą się w Europie, że mogą wygrać z każdym. Są drużyną, która jeszcze sięgnie po trofea. Stanowią monolit i mają zaplecze. Młodzieżowcy Milik, Kapustka czy Linetty już są w kadrze, a Lewandowski i spółka uruchomili marzenia tysięcy dzieciaków. Wartość umiejętności zawodnika Bajeru wyceniana na 75 milionów euro, czy transfer Krychowiaka za 45 milionów euro do PSG robią wrażenie. Kariera piłkarza z Polski przestała być mrzonką, stała się rzeczywistością i zachęca.

Czytaj więcej

Polska Nawałka, oj będzie jeszcze gorąco

Lato walnęło temperaturą. Gorąco w Europie, w Polsce! Upały nie do zniesienia. Moja Sonia – pies rasy ( jak nazwał ją nasz przyjaciel domu) wilk polny, tego upału też nie wytrzymuje. Siedzi cały czas w mieszkaniu, bo tu temperatura kilka czy kilkanaście nawet stopni niższa niż na dworze. A najlepiej jak poleje się jej kark zimnym strumieniem wody. Czekamy jednym słowem na deszcz i na niższą temperaturę! Ale co tam gorąco. Najważniejsi przecież dziś są nasi piłkarze. Nasi herosi. A jak!

Czytaj więcej

Szpitalne kalkulacje, czyli 2 + 2 = pięć i pół

Uruchomiłem swój blog po to, by pokazywać działania władz powiatowych, które to działania winny być transparentne, czyli jawne, a są przed opinią publiczną, a nawet radnymi ukrywane za ogólnikami i półprawdami. Ba, żeby cokolwiek się dowiedzieć radni, których starosta nie chce widocznie przemęczać i zwołuje sesje samorządu raz na kwartał (bo ustawowo musi), sami muszą dopraszać się o informacje, organizując posiedzenia komisji, które w odróżnieniu od sesji Rady Powiatu są ciałami pomocniczymi i decyzji żadnych podejmować nie mogą. A i na tych posiedzeniach radni dowiadują się niewiele ponad ogólniki, przy tym sprzeczne. Najlepszym tego przykładem było ostatnie posiedzenie Komisji Spraw Społecznych, Porządku Publicznego i Zdrowia zwołane przez jej przewodniczącego Grzegorza Kierozalskiego.

Chcieli wiedzieć co dalej ze szpitalem. No właśnie, co? Na początek starosta Wiczkowski wyraził zadowolenie: „bardzo dobrze, że się spotykamy i rozmawiamy”. Po czym oznajmił, że jest przeciwny prywatyzacji, a inicjatywa przedsięwzięcia publiczno-prywatnego zapoczątkowana przez poprzedni zarząd powiatu nie jest ukierunkowana na prywatyzację, chociaż elementy prywatyzacji zawiera. Ale jest to jedyne wyjście, gdyż ani powiat, ani szpital nie ma pieniędzy i trzeba przerwać zadłużanie się szpitala.

Moje zdziwienie wzbudziło, że starosta Wiczkowski uznał działanie poprzedników za słuszne, ale jak się okazało, miało to jedynie służyć zgromieniu, że dziś krytykują go za to co niby sami robili. Ano nie robili, co już wiosną ubiegłego roku sam pan Wiczkowski potwierdził, podkreślając, że całkowicie zmienił założenia PPP przygotowywane przez poprzedników.

W swym wywodzie starosta sporo miejsca poświęcił nadmiernym zarobkom lekarzy. Zarabiają jego zdaniem więcej od niego i dziesięć razy więcej od pielęgniarek, i „trzeba z tym skończyć”. Na koniec padły jeszcze zdania, że jest to „główny cel działania”. Osobiście chciałbym to uznać za przejęzyczenie i przypisać ów cel nie tyle rozwiązywaniu kontraktów z lekarzami, co dalszym jego zapowiedziom: robieniu tego co „dobre dla społeczeństwa” i doprowadzeniu do „korzystniejszego dla szpitala bilansu”. Ale jak?

Prezes szpitalnej spółki Janusz Boniecki, któremu dziękowano za to, „że nie miał obowiązku a przyszedł” (czyżby szpital nie był już własnością powiatu, zaś prezes powiatowym pracownikiem  ?) wyraził zaniepokojenie stratami finansowymi oddziałów, zwłaszcza zakaźnego i ginekologiczno-położniczego, i wybieraniem przez pacjentów innych szpitali. Zachęcał przy tym radnych, by skłaniali pacjentki do rodzenia w Ostródzie, a nie w innych szpitalach, bo według ministerialnych wskaźników dla utrzymania oddziału trzeba 620 porodów rocznie, a jest 608. Powiat ma przecież ponad 100 tysięcy mieszkańców. W ogóle na dobrym plusie jest tylko otolaryngologia, a chirurgia i intensywna terapia wychodzą na plus-minus.

Na co natomiast wychodzi laboratorium, którego los interesował radnych najbardziej? To bowiem laboratorium ma dać początek działaniom niosącym „dobro dla społeczeństwa” i „korzystniejszy dla szpitala bilans”. I tu obaj panowie się poplątali. Tak dokładnie, że poplątali i radnych. Spróbuję uporządkować, chociaż nie gwarantuję, że są to dane dokładne.

Koszt funkcjonowania laboratorium to nieco ponad 2 miliony złotych rocznie. Straty w 2015 roku wyniosły prawie 1 milion 200 tysięcy złotych. Co ciekawe oddziały szpitalne musiały w tymże roku zlecić do innych laboratoriów badania na sumę 350 tysięcy złotych, co też za stratę można uznać. Dlatego i prezes, i starosta twierdzili, że należy laboratorium oddać obcej firmie, która będzie w stanie zainwestować w sprzęt i bardziej efektywnie zarządzać. Firmie, której się opłaci, bo szpitalowi się nie opłaca. Natomiast opłacać się będzie, jeżeli zamiast strat ponad milionowych kupi usługi za 700 tysięcy, czyli ponad 300 tysięcy zaoszczędzi – uważa starosta Wiczkowski. Bo przecież – co już dziś powszechnie wiadomo – będzie taniej. Prezes Boniecki zauważa jednak, że oszczędności powinny sięgnąć miliona trzystu tysięcy i jeżeli nikt takiej gwarancji nie da to outsourcingu nie będzie.

Liczb padło więcej. I taka między innymi, że laboratorium ma przychód 800 tysięcy złotych rocznie z usług wykonywanych na zewnątrz szpitala. Generalnie tyle wpłacają rocznie za badania mieszkańcy powiatu. To skłoniło radnego Brzozowskiego do pytania o wartość usług wykonywanych dla szpitalnych oddziałów, bo skoro na zewnątrz jest to suma dość znaczna, to wydawałoby się, że szpitalne oddziały muszą płacić jeszcze więcej. No i wychodzi, że jak od 2 milionów odejmie się 800 tysięcy to zostanie milion dwieście tysięcy, czyli kwota rzekomej straty. Zatem ile? Tego się radni nie dowiedzieli. Prezes Boniecki podparł się jedynie stwierdzeniem, że rozliczenia takie obowiązują w szpitalu od lat. Jakie? – zachował w tajemnicy. To może w ogóle strat nie ma? A podawane liczby to wynik wewnętrznych rozliczeń. Albo ich kreatywnego braku.

Jak widać szpitalna arytmetyka może z dodawania dwóch dwójek dać liczbę pięć, albo pięć i pół. W zależności od kalkulacji, czyli potrzeb. Rzeczywistej kalkulacji kosztów i przychodów laboratorium na posiedzeniu komisji nie przedstawiono. A tylko taka kalkulacja mogłaby być jakąś realną podstawą do podjęcia racjonalnej decyzji o losach laboratorium.                Można by rzec, że decyzja już zapadła, że firma, o której mówią sami pracownicy szpitala stoi za progiem.

 Radni nie byli zbyt dociekliwi, ale kilka pytań wystarczyło, by pytani notable się lekko zdenerwowali, co zaowocowało stwierdzeniem, że „jeżeli radni mają lepsze rozwiązania to niech je podadzą”. To z kolei sprowokowało jednego z radnych do uwagi, że po to akurat zatrudnia się prezesa i zarząd. O staroście nie wspomniał. Zauważył natomiast, że z wieloma informacjami spotkał się po raz pierwszy, bo dotąd takiej możliwości nie było(???). Ktoś inny dodał, ze dobrze byłoby się dowiadywać PRZED niż PO. A jeszcze ktoś inny, że outsourcing w postaci sprzątania biur ma się nijak do oddania laboratorium.

O jakości outsourcingowych posiłków w szpitalach nie mówiono. Nawoływano za to do rozmawiania, ale obawiam się, że to wołanie na pustyni.

PPP, Cixi i maszynka do golenia…

Zgodnie z moją zapowiedzią starosta ostródzki odwiedził Chiny, gdzie podpisał stosowne porozumienie, które ma w przyszłości zaowocować nawet umową o współpracy. W ten sposób nawiązał do czasów jeszcze carskich, kiedy to polscy zesłańcy i nie tylko budowali w Państwie Środka przemysł i urbanizowali dzisiejszą prowincję Heilongjiang, a inż. Adam Szydłowski założył nawet miasto Harbin. Dziś Chiny też potrzebują wykwalifikowanych pracowników i to w liczbie likwidującej całkowicie bezrobocie w naszym kraju. O wysyłce bezrobotnych do Cixi w komunikacie o zagranicznej eskapadzie starosty nie można było jednak przeczytać, a tylko z takich doniesień można się w ogóle dowiedzieć, co też władze naszego powiatu robią i planują. Na przykład w sprawie szpitala – tematu nr 1.

Czytaj więcej

Szpital to pikuś, prawdziwe wyzwanie to prywatyzacja powiatu

Kto z nas zagląda na BIP? Założę się, że jeżeli już, to żeby zajrzeć do oświadczeń majątkowych. A tymczasem Biuletyn Informacji Publicznej gmin, miast i powiatów jest źródłem informacji o działaniach władzy i często odsłania to co władza chciałaby skrzętnie ukryć. Władza się stara, ale część dokumentów musi (dla niej „niestety”) ujawniać. Właśnie na BIP-ie. Warto więc na strony BIP zaglądać. Na przykład na stronę BIP Starostwa Powiatowego w Ostródzie. Ostatnio pojawił się tam w formie ogłoszenia o zamówieniu publicznym dokument, o diametralnej zmianie strategii funkcjonowania powiatu ostródzkiego.

Czytaj więcej

Czas pojednania…???

Przed nami coś, na co czekaliśmy cztery lata. Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2016 na francuskich boiskach. Przez eliminacje przeszliśmy jak burza. Zastopowaliśmy nawet Mistrzów Świata Niemców wygrywając z nimi 2:0!! A co! Polak też potrafi!! Daliśmy radę.

Teraz oczekujemy na wielki sukces naszych herosów i na to, by 10 lipca zasiąść wygodnie przed telewizorami (oprócz tych szczęściarzy, którzy obejrzą ten mecz na żywo) i rozkoszować się zwycięstwem naszych. Przecież mamy drużynę jak się patrzy. Najlepszą od czasów Orłów Górskiego. A może nawet lepszą. Trudno porównać, bo Orłom dopiero po sukcesach pozwolono łaskawie na zagraniczne wyjazdy, a dzisiejsze Orły i Sokoły zjeżdżają z najlepszych klubów Europy, ba, świata.

Czytaj więcej