Cisza zapadła nad ziemiami przy jeziorze, do którego rzeczka wpada. Cisza niby po bitwie, chociaż bitwy żadnej nie było, bowiem władca przyjeziornej krainy bojar Wiczko i jego wasale czuwają, by poddani cicho siedzieli, a który zbyt głośno dopominać się zacznie, wnet miejsca swego pozbawiony zostać może, a i miejsca tegoż w innych lennach szukać. Chętnych zatem do oporu mniej jakby, poddani wolą zębami zgrzytać, a i tak czynią to jak najciszej, by do uszu niepożądanych nie doszło, że jakoweś niezadowolenie zdradzają.
Władca krainy, a i przyboczni jego i krewni przybocznych, czują się coraz bardziej na swych stolcach -większych i mniejszych – pewni. I siedzenia i pleców. I jedynie najemnicy, ściągani dla dziur łatania po wygnanych, o sadowieniu się na dłużej wcale nie myślą. I miejsca nowego lądowania wyglądają. Czytaj więcej




