Milczeć nie będę…

„Ślubuję uroczyście jako radny pracować dla dobra i pomyślności powiatu, działać zawsze zgodnie z prawem oraz z interesami powiatu i jej mieszkańców – godnie i rzetelnie reprezentować swoich wyborców, troszczyć się o ich sprawy oraz nie szczędzić sił dla wykonywania zadań powiatu”.

Podstawowym obowiązkiem radnego jest brać udział w pracach rady i komisji, której jest członkiem. To po pierwsze. Równie ważny jest drugi obowiązek: utrzymywać kontakt z wyborcami. O ile pierwszy określony jest dość precyzyjnie, o tyle wypełnianie drugiego obowiązku zależy od inwencji i – co istotne – inicjatywy samego radnego.

Zostańmy przy pierwszym zadaniu. Uczestnictwo w pracach organu samorządu można traktować formalnie. Ot, podpisać listę obecności, podnieść rękę w głosowaniu uchwał i pobrać dietę. I chociaż oznacza to często brak faktycznego reprezentowania wyborców i rozwiązywania ich problemów zgodnie z ich (a nie swoim) oczekiwaniem, to formalnie radny ma się dobrze. Obowiązek odfajkował. Faktycznie zaś jest figurantem, który zostawia decydowanie o sprawach mieszkańca burmistrzowi, wójtowi czy staroście. Co gorzej, na pewno nie wypełnia zadania kontrolnego wobec poczynań władz wykonawczych.

Traktujący swą rolę i wyborców poważnie radny nie może być bierny. A to oznacza, że często może wchodzić w konflikt z władzą wykonawczą. Zadaje zbyt dużo, według tejże władzy, pytań. Docieka, stawia problemy swych wyborców. Domaga się informacji i krytykuje. Taki radny zazwyczaj nie jest w grupie wspierającej wójta, burmistrza czy starostę, co tych ostatnich skłania do “olewania” zgłaszanych przez owego radnego spraw. Takich radnych zaczyna się traktować niczym “wrzód na dupie”, obce ciało. Opozycyjni radni, o ile nie odbębniają sesji, nie szukają “wsparcia za wsparcie”, stają się w końcu wrogami, których się często zwalcza, korzystając z całego arsenału możliwości władzy wykonawczej. Czasami jawnie, czasami po cichu, czasami zdecydowanie i z premedytacją, czasami “przy okazji”.

Utrzymywać kontakt z wyborcami to znaczy spotykać się z nimi, zasięgać informacji, konsultować stawiane pod obrady Rady tematy i informować o działaniach władz wykonawczych. Informować o tym woleliby, oczywiście, sami zainteresowani. Ale nie czarujmy się, nie zawsze pełna informacja, wyjaśniająca podstawy takich czy innych decyzji, leży w interesie władzy. Stąd potrzeba pokazania innych zależności, prezentacji innego punktu widzenia. Dopiero wtedy można mówić o transparentności działania wójta, burmistrza czy starosty.

Demokracja opiera się między innymi na jawnej publicznej debacie i pełnej informacji, której gwarantem są niezależne media i opozycyjni radni. W gminie czy powiecie niezawisłe media to ewenement. Lokalne środki przekazu starają sie przede wszystkim przetrwać. Ich głównym zadaniem jest zdobycie płatnych ogłoszeń. Wnikanie w zawiłe często podteksty decyzji i odsłanianie powiązań władzy i wewnątrz władzy jest dla nich groźne. Narażenie się bowiem to strata nie tylko ogłoszeń, ale także tak zwanych artykułów i audycji sponsorowanych. Urząd gminy czy powiatu to jedno z najważniejszych źródeł finansowania mediów. Już o tym zresztą pisałem. Media więc odpadają, pozostaje radny.

Jak więc radny może informować wyborców? Zwłaszcza radny opozycyjny? Doświadczyłem jak bardzo takie próby kontaktu z wyborcami tych radnych są nie w smak – w moim przypadku – staroście. O ile w mieście nikt nie robił problemu i odpowiedni pokój radnym udostępniono, o tyle w starostwie pokój rady (przewodniczącego) dla radnego opozycyjnego był niedostępny. Starosta Wiczkowski ironizując łaskawie godził się udostępnić … sale posiedzeń Rady Powiatu. Przewodniczący Rady Paliński, który wydawałoby się powinien reprezentować radnego, wspierał …. starostę.

Przy takiej “pomocy” w realizacji podstawowego obowiązku radnego pozostaje mu Internet. Blokowanie pokoju na spotkania z wyborcami zmobilizowało mnie tylko do żywszego kontaktu za pośrednictwem właśnie Internetu. Uruchomiłem Fanpage. Dziś przez Internet mam żywsze i pełniejsze kontakty z wyborcami niż gdybym spotykał się z nimi w pokoju rady, w pokoju zakazanym radnemu z opozycji.

Demokracja to współdziałanie rządzących i opozycji w jak najlepszym rozwiązywaniu problemów lokalnych, zaspokajaniu potrzeb, tworzeniu planów na przyszłość. To teoria, która w praktyce w samorządzie powiatu ostródzkiego nie istnieje. Wnioski radnych opozycyjnych co najwyżej są przemilczane, postulaty trafiają do kosza, krytyczne wypowiedzi spotykają się z całkowicie nie merytoryczną ripostą, często śmiechem, czasami przewodniczący Rady wyłącza mikrofon, a nawet pozwala sobie przerywać wypowiedź radnego. Powoływanie się na zdarzenia, sięganie po fakty i rzeczowa argumentacja trafia w pustkę albo budzi śmiech. Czasami szyderczy. Tu na sali posiedzeń Rady Powiatu opozycja ma tyle do powiedzenia co…… Darujmy sobie porównania…

Z jednym nie mogą sobie poradzić. Z przekazem internetowym. Na moim blogu piszę o tym co lokalna władza zamiata pod dywan. Przedstawiam kłopoty i problemy ludzi. Prezentuję zakulisowe działania władzy. Wszystko w oparciu o dane, które uzyskuję od ludzi. Tych właśnie, z którymi starano sie utrudnić mi kontakt. W oparciu o dokumenty samorządu i odpowiedzi na pytania zadawane staroście na piśmie, bo tylko wtedy mogę liczyć na odpowiedź. Chociaż nie zawsze pełną.

Gdy obserwuję nerwowe reakcje starosty i jego popleczników na samo wspomnienie o blogu, to wiem, że wypełniam swoje zadanie radnego. Bo radny, gdy dostrzega, że coś jest nie tak, nie uzyskuje wyjaśnienia , to musi informować o swych obawach i wątpliwościach wyborców. Musi ujawniać , milczeć nie może.

I ja milczeć nie będę

W.B.

Comments

comments