Won z naszego kraju… 

To najłagodniejsza postawa coraz agresywniejszej skrajnej prawicy, która buduje swą pozycje polityczną na wrogości wobec Ukraińców. Wszystkich, bo wszyscy według Brauna i kompanionów to banderowcy i naziści. Rozróżnianie wprowadziłoby niepotrzebne zamieszanie. Banderówką jest zatem kilkunastoletnia dziewczyna w Bielsku Białej jak i emerytka, której 1 lipca nasze państwo przerwało bezpłatne leczenie raka, i samotna matka z kilkorgiem dzieci, którym właśnie kazano opuścić Ośrodek Zbiorowego Zakwaterowania. Polska brunatnieje.  

Winę za ten stanu rzeczy ma ponosić Zełeński, który jedną z jednostek sił specjalnych Ukrainy obdarzył nazwą „Bohaterów UPA”.  W rzeczywistości był to tylko pretekst do wzmożenia antyukraińskich przekazów, które nigdy nie zanikły. Kolejny impuls dał Nawrocki z odebraniem Zełeńskiemu Orła Białego, który formalnie nadal nie został odebrany, a potem prezydenci ukraińscy, którzy odesłali swoje ordery. Puste w sumie gesty, które dolewały oliwy do ognia. A na Kremlu zacierano rączki i aktywizowano trolli.  

Dziś mamy w Polsce piekielny „polski kocioł”. Ruskie diabły nie są potrzebne. Sami dbamy, by się paliło i nikt z niego nie uciekł. Trwa rywalizacja o to kto jest większym patriotą, czyli kto mocnej, ostrzej i dosadniej dowali Tuskowi i rządowej koalicji „antyukraińskimi argumentami”. Często kłamliwymi, ale krzykliwymi. Czarnek ściga się z Zajączkowską, Kowalski przebija Bosaka, Nawrocki wbija szpile, ale kudy im wszystkim do Brauna. Ten ostatni cały czas zyskuje, bo też zawsze w takich starciach wygrywa najbardziej radykalny. I – niestety – także rządzący ulegają brunatnej narracji i pokazują swój „patriotyzm”, czym tylko wspomagają radykałów. Przegrywają, a wraz z nimi przegrywa także Polska. 

Nie wydaje się, by Zełeński, ani któryś z jego następców przeprosił w imieniu Ukrainy za Wołyń i przyjął tym samym odpowiedzialność państwa za pogromy. To nie państwo było bowiem inspiratorem i wykonawcą eksterminacji Polaków. Ukraina nie przyjmie także w pełnej rozciągłości polskiej „prawdy historycznej”.  Ostatnio Zełeński zapowiedział otwarcie tamtejszych archiwów dla polskich historyków, co ma doprowadzić do pełniejszego wyjaśnienia przyczyn i przebiegu tragicznych wydarzeń. Wykonał pojednawczy gest, a jednocześnie pewnie liczy na zbliżenie stanowisk polskich i ukraińskich historyków. Pytanie czy nasza strona jest na to gotowa.  

Ukraińskie archiwa mogą zweryfikować dane dotyczące nie tylko liczby ofiar, ale także wykonawców zbrodni, w tym cywilnej ludności, ujawnić rolę oddziałów radzieckich, sowieckiego i niemieckiego wywiadu. Prawda zazwyczaj tkwi pośrodku subiektywnych narracji i relacji. Zbliżyć się do niej mogą jedynie historycy. A tymczasem politycy, zarówno konfederacji jak i PiS, już zastrzegają się, że „prawdy historycznej” nie można pozostawić naukowcom. Już też padają sugestie, że ukraińskie archiwa nie są wiarygodne. Można więc wnioskować, że trudno będzie dojść do konsensusu i nadal „nasza” prawda, według naszych polityków, jest i ma być prawdziwsza. 

Drugim ukłonem Zełeńskiego ma być wydawanie większej liczby zezwoleń na ekshumacje. Jednak i tu trudno oczekiwać radykalnego ich wzrostu. Przyśpieszenie uzależnione jest bowiem od możliwości polskiej strony, a trudno oczekiwać, by można było od razu zwiększyć liczbę specjalistycznych ekip poszukiwawczych. Już więc słyszę, że to pusty gest, co zapowiada, że narracja o braku szacunku dla ofiar Wołynia będzie nagłaśniana. Co najmniej do wyborów.  

Można tak sądzić, bo gdy – po ataku krzykliwego Przydacza na rząd za przekazanie Ukrainie 5 (słownie: pięciu) pocisków antyrakietowych – MON ujawnił, że Polska nie udziela dziś Ukrainie praktycznie żadnej donacji uzbrojenia, opozycja żąda nadal jej wstrzymania. I nieważne, że nic już nie darujemy, za to coraz więcej sprzedajemy.  

Krzyki i groźby prawicy odnoszą jednak skutek. Utrwaliły na przykład przekonanie, że utrzymujemy Ukraińców z naszych podatków, chociaż jest dokładnie odwrotnie. I Sejm odebrał chorym, starym, niedołężnym uciekinierom strefy wojny, a także ich dzieciom pomoc finansową w leczeniu, zamieszkaniu i utrzymaniu. Tymczasem wpływy do budżetu z tytułu pracy Ukraińców wielokrotnie przewyższają wydatki na nich. A kilka gałęzi naszej gospodarki funkcjonuje głównie dzięki imigrantom ze wschodu.  

Fakty są takie, że Polska na obecności, atakowanych dziś, także fizycznie, imigrantów zarabia i rozwija się gospodarczo. Skrajna prawica domagając się wyjazdu Ukraińców, stymulując agresję wobec nich, rozpętując antyukraińską histerię, pokazuje tym samym antypolskie oblicze. Bo działa przeciwko naszemu interesowi, naszej kieszeni i naszemu bezpieczeństwu. 

Włodzimierz Brodiuk

Comments

comments