„Czasem chwila decyduje o całym życiu, a całe życie staje się tylko chwilą…”
Te słowa nabierają szczególnego znaczenia, gdy przychodzi nam żegnać kogoś bliskiego. Wydaje nam się, że mamy przed sobą jeszcze tyle czasu, tyle spotkań, rozmów i wspólnych chwil. A potem nagle uświadamiamy sobie, jak kruche i ulotne jest życie.
Zdzisia Rozentalska – dla nas po prostu Isia – była moją koleżanką z licealnej klasy. Była gospodarzem klasy, osobą niezwykle zdolną, ambitną i pełną pasji. Szczególnie kochała język polski. Do dziś pamiętam jej żywe dyskusje z naszym polonistą i jednocześnie dyrektorem szkoły, Jerzym Korkozowiczem. Miała własne zdanie, odwagę je wyrażać i dar pięknego słowa.
Tworzyliśmy wyjątkową klasę. Byliśmy młodzi, pełni marzeń i planów, a nad nami czuwał nasz niezapomniany wychowawca, Marek Dezydery Piotrowski. Wydawało się wtedy, że ten czas będzie trwał wiecznie. Jednak lata szkolne minęły jak jedno mgnienie oka. Każdy z nas ruszył swoją drogą – na studia, do pracy, do własnych rodzin. Życie nabrało tempa i rozrzuciło nas po różnych zakątkach świata.
Isia odnalazła miłość swojego życia – Jarka Augustyniaka. Los zaprowadził ich na początku lat osiemdziesiątych do Niemiec. Tam stworzyli swój dom, tam pracowała aż do emerytury. Mimo odległości nigdy nie zerwała więzi z Polską i ukochaną Ostródą. Wracała tu często, a podczas każdej wizyty znajdowała czas, by spotkać się ze mną i moją rodziną. Te spotkania były pełne serdeczności, wspomnień i zwyczajnej ludzkiej bliskości.
Kiedy rozmawialiśmy o emeryturze, Isia mówiła, że chciałaby coraz więcej czasu spędzać właśnie tutaj, w Ostródzie. Miała jeszcze tyle planów, tyle marzeń do spełnienia. Niestety, los napisał dla niej inny scenariusz.
Na początku czerwca przyjechała z Jarkiem do Ostródy. To tutaj poczuła się źle. Pierwsze badania nie wskazywały jeszcze, jak poważna jest sytuacja. Po kilku dniach Jarek zawiózł ją ponownie do szpitala i wtedy usłyszał diagnozę, która odebrała wszelką nadzieję – zaledwie jeden procent szans na przeżycie.
12 czerwca Isia obchodziła swoje urodziny.
Dwa dni później, 14 czerwca o godzinie 6:45, odeszła…
Pozostawiła po sobie ból i niedowierzanie, ale także piękne wspomnienia, których nikt nam nie odbierze. Wierzę, że dołączyła już do naszej „niebiańskiej klasy”, gdzie czekali na nią ci, którzy odeszli przed nią: Krysia Butkiewicz, Janek Guzowski, Jerzy Kowalski, Zenon Lombara, Maria Wasilewska, Tadeusz Szwarc, Bożena Zarychta, a także nasz ukochany wychowawca – Szef, Marek Piotrowski.
Dziś żegnamy Cię z wielkim smutkiem, Isiu. Dziękujemy za Twoją przyjaźń, dobroć, uśmiech i wszystkie chwile, które mogliśmy z Tobą przeżyć. Pozostaniesz w naszej pamięci na zawsze – taka, jaką Cię pamiętamy: serdeczna, mądra, pełna ciepła i życzliwości.
Spoczywaj w pokoju, Isiu…..
Do zobaczenia po drugiej stronie wspomnień. ❤️
Włodzimierz Brodiuk