Traktat ryski, podpisany 18 marca 1921 roku, zakończył wojnę polsko-bolszewicką i wyznaczył wschodnią granicę II Rzeczypospolitej. Dla Polski był zakończeniem zwycięskiej wojny, ale dla Ukraińców oznaczał tragedię – podzielenie ziem ukraińskich między dwa państwa i przekreślenie nadziei na niepodległość.
Zapisy traktatu to efekt słabości Piłsudskiego, który chłonąc chwałę Cudu nad Wisłą oddał realną władzę zwolennikom endecji, prezentującej odmienną od niego politykę bezpieczeństwa kraju, a szczególnie przyszłości tzw. Kresów, zamieszkałych głównie przez ludność nie polską.
Piłsudski uważał, że największym zagrożeniem dla Polski pozostanie imperialna Rosja – niezależnie od tego, czy będzie carska, czy bolszewicka. Jego koncepcja zakładała wykorzystanie tendencji niepodległościowych Ukraińców i stworzenie pasa niezależnych państw sfederowanych z Polską i oddzielających Polskę od Rosji. W tej koncepcji szczególnie istotna była właśnie Ukraina. Dlatego w 1920 roku Polska Piłsudskiego zawarła sojusz z Ukraińską Republiką Ludową Symona Petlury. Piłsudski uważał, że bez niezależnej Ukrainy bezpieczeństwo Polski będzie zawsze zagrożone.
Endecja, której najważniejszym ideologiem był Roman Dmowski, nie zgadzała się z tą koncepcją. Sprzeciwiał się idei federacyjnej Józefa Piłsudskiego, uznając dążenia niepodległościowe Rusinów (Ukraińców) za zagrożenie dla integralności i bezpieczeństwa Polski. Zwolennicy idei inkorporacyjnej chcieli włączyć do Polski przede wszystkim te ziemie, które miały liczący się odsetek ludności rdzennie polskiej i – w ich ocenie – dawały możliwość asymilacji Rusinów. Rosja nie była postrzegana, w odróżnieniu od Niemiec, jako wróg, a jednocześnie Dmowski kwestionował istnienie narodu ukraińskiego.
W czasie negocjacji pokojowych prym w polskiej delegacja wiodły osoby związane z obozem narodowym, a jednym z najważniejszych negocjatorów był Stanisław Grabski. Bolszewicy, osłabieni wojną i wewnętrznymi problemami, byli gotowi na znaczne ustępstwa. Według części opracowań strona sowiecka była nawet skłonna zaakceptować polskie żądania dotyczące Mińska. Ale strona polska nie naciskała, przyjęła mniej, niż mogła uzyskać, bowiem kolejne tereny oznaczały zwiększenie populacji ludności niepolskiej.
Podpisując traktat, Polska uznała sowiecką Ukrainę i jednostronnie zerwała traktat z Ukraińską Republiką Ludową. Wojska Petlury, uczestniczące w odparciu ofensywy sowieckiej, zostały internowane w obozach. Po stronie sowieckiej bolszewicy zdławili resztki oporu sprawdzonymi za caratu metodami.
Dla Piłsudskiego była to bolesna porażka jego koncepcji federacyjnej. Marszałek zdawał sobie sprawę, że zwycięstwo militarne nad bolszewikami nie rozwiązało problemu bezpieczeństwa Polski na wschodzie. Chciał stworzyć system państw, które oddzielałyby Polskę od Rosji. Traktat ryski poszedł jednak w zupełnie innym kierunku. Paradoksalnie rozwiązanie to było korzystne również dla bolszewików. Lenin, podobnie jak wcześniej car Moskwy Aleksy, doskonale rozumiał, że niepodległa Ukraina związana z Polską stanowiłaby dla Moskwy znacznie większe zagrożenie niż Polska osamotniona między dwoma byłymi zaborcami..
Traktat przyniósł Polsce niemal dwie dekady względnego spokoju, ale jednocześnie pozostawił nierozwiązany problem ukraiński. Po sowieckiej stronie rozpoczęła się brutalna sowietyzacja, która w kolejnych latach przyniosła represje, kolektywizację, Wielki Głód i masowe czystki. Miliony ofiar. Nie tylko Ukraińców, także Polaków.
Traktat ryski oceniać można dwojako. Był sukcesem, ponieważ zakończył wyniszczającą wojnę i ustabilizował granice II Rzeczypospolitej. W perspektywie jednak był porażką. Nie tylko z powodu zdrady, jaką było zerwanie traktatu z Petlurą, ale przede wszystkim z powodu krótkowzrocznej i błędnej polityki endecji.
Polska kupiła pokój. Na krótko. Ukraina zakończyła sen o niepodległości. Siłowa realizacja przez II RP idei Dmowskiego o asymilacji Rusinów doprowadziła jedynie do pobudzenia ukraińskiego nacjonalizmu. A Rzesza Niemiecka i Rosja Sowiecka zaledwie 18 lat później znowu utworzyli swoje granice na Wiśle, kosztem z takim trudem wywalczonej polskiej państwowości.
Włodzimierz Brodiuk