Tym razem alarmy w ukraińskich miastach zabrzmiały wraz z uderzeniami rosyjskich rakiet. Operatorzy systemów obrony przeciwlotniczej zostali zaalarmowani kilka sekund wcześniej, nie mogli nic zrobić. Na froncie „oślepły” ukraińskie drony, stając się łatwym celem rosyjskiej obrony. Okazało się, że bez żadnego ostrzeżenia Amerykanie ograniczyli możliwość korzystania ze Starlinka i jego wojskowej wersji Starshielda, na których opiera się praktycznie całe działanie ukraińskiej obrony cywilnej i wojska.
Nie wiadomo kto podjął decyzję o wyłączeniu systemu komunikacji satelitarnej. Musk twierdzi, że decyzja zapadła w Białym Domu, Trump zaprzecza. Faktem jest, że „awaria” nastąpiła po tym, gdy Trump zagroził Zełeńskiemu sankcjami, jeżeli nie zaprzestanie ataków na rosyjskie rafinerie. Obojętnie jednak kto o tym zadecydował, skandal ten ujawnił z całą mocą czym grozi zależność, nie tylko Ukrainy, od amerykańskiej technologii. Pokazał też dobitnie, że Stany Zjednoczone nie są stabilnym partnerem.
Waszyngton całymi latami budował zaufanie swych sojuszników, a jego wiarygodność opierała się na rzetelności wywiązywania się z umów i gwarancjach bezpieczeństwa. Trump pokazał, że wszystkie te wartości ma za nic. Jego hasło „Make America Great Again” dziś brzmi „Make Trump Great”. Ten mistrz samouwielbienia już w ubiegłym wieku mianował się „mistrzem dealu”, chociaż bliższe prawdy byłoby określenie go przez krytyków jako „mistrza wywoływania niepokoju” czy też twórcy „ciemnej sieci interesów”. Te drugie określenia wydają się po roku rządów Trumpa bliższe prawdy. Deal z wykorzystaniem potęgi mocarstwa to narzucanie swoich warunków słabszych. Powiódł się tylko ze słabiutką Wenezuelą. Deal z Iranem rozpoczął ogólnoświatowy kryzys gospodarczy i wzmocnienie Chin. Teraz chce dealu z Rosją kosztem Ukrainy, bez oglądania się na żywotne interesy Unii Europejskiej, głównego sojusznika USA. A Europa budzi się z amerykańskiego zauroczenia.
Zdaniem wielu analityków afera ze Starlinkami przeważyła szalę rozważań nad koniecznością uniezależniania się od amerykańskiej dominacji technologicznej. Nie tylko w sferze wojskowej, ale także gospodarczej. Praktycznie cała europejska gospodarka, ale także struktury państw, funkcjonują w oparciu o technologie opracowane i utrzymywane przez amerykańskie firmy. Te zaś zależne są od widzi-mi-się gospodarza Białego Domu. I to w stopniu znacznie większym niż w Europie.
Amerykanie sterują dziś możliwościami obronnymi Ukrainy i ataku jej wojsk. I nie tylko siecią internetową. Zasięg rakiet jest ograniczony, nie mogą trafiać w cele energetyczne w Rosji, sprzęt wojskowy tylko do obrony. Takie same możliwości wpływu mają w przypadku europejskiego przemysłu. I Europa postanowiła się zabezpieczać, np. poprzez rezerwację części widma radiowego wyłącznie dla podmiotów europejskich, co ograniczy ekspansję firm amerykańskich i chińskich i stworzy szanse uniezależnienia się od tamtejszych platform technologicznych. Amerykanie – jak donosi Financial Times – natychmiast zagrozili Brukseli „katastrofalnymi działaniami odwetowymi”.
Groźby te nie powstrzymują jednak działań europejskich firm. Airbus na przykład zdecydował o przeniesieniu krytycznych aplikacji z amerykańskiej platformy chmurowej Amazon AWS do francuskiego dostawcy Scaleway. Holenderska firma telekomunikacyjna KPN wspólnie z niemiecką Schwarz Digits ma stworzyć europejską infrastrukturę chmurową opartą na platformie STACKIT. Deutsche Telekom, Orange, Vodafone i Telefónica rozpoczęły rozmowy o utworzeniu wspólnego konsorcjum, które zajmie się rozwojem telefonii satelitarnej. Firmy chcą stworzyć usługę podobną do Starlinka, umożliwiającą smartfonom bezpośredni kontakt z satelitami, bez korzystania z naziemnych nadajników.
Póki co nie ma możliwości zastąpienia sieci Starlink. Ale konkurencja się tworzy. Pod koniec 2024 r. KE podpisała umowę koncesyjną na internet satelitarny z konsorcjum europejskich firm SpaceRISE. System IRIS2 ma być w pełni operacyjny w 2030 r.
Tymczasem „mistrz niepokoju” nie odpuszcza. Po praktycznym wstrzymaniu amerykańskiej pomocy dla Ukrainy (broń made in USA trafia z europejskich zakupów) Trump zawarł z Putinem deal odblokowujący sankcje na zakup rosyjskiej ropy, co wesprze rosyjskiego możliwości niszczenia i zabijania. Gość z Owalnego Gabinetu, co to miał z dnia na dzień zakończyć wojnę, postanowił ją wzmocnić, tylko po to by móc wmawiać amerykańskim wyborcom, że ratuje ich kieszenie.
Nawet gdyby ta ropa dotarła do Stanów, to jej dostawy są zbyt małe by wpłynąć na ceny. Deal z Putinem wpłynie za to na jeszcze wahających się jak raban. USA nieobliczalnego Trumpa przestały być krajem wiarygodnym. Europa musi polegać przede wszystkim na Europie.
Włodzimierz Brodiuk