Niektórym wydaje się, że stanowisko nadaje ich wypowiedziom wagę i znaczenie, niezależnie od bzdur, które wygadują. Popisuje się tym od początku swej kadencji starosta Wiczkowski, a podczas ostatniej sesji udało się to także radcy prawnemu pana starosty.
– Włodek, jak Wiczkowski chce wydzierżawiać jakieś ogródki to niech sobie na nich panuje – zagadał wczoraj jeden ze znajomych. – Ale za odzywkę „co się tak śmiejesz” mógłbym naruszyć mu powłokę cielesną. Bo to chamskie było.
Ta uwaga skłoniła mnie do powrotu do środowej sesji, tym bardziej, że nie tylko owemu znajomemu utkwiła w głowie manipulacja starosty Wiczkowskiego, który wnioskując o to, by oddano Zarządowi (i jemu) uprawnienia do zawierania umów bez przetargu, posłużył się argumentem odnowienia dzierżawy dla ogródków z pomidorami i ogórkami. Uwaga radnego Brzozowskiego, że tu chodzi o kilkadziesiąt hektarów innych gruntów nie do wszystkich dotarła.
Manipulowanie w tym przypadku polegało na ukazywaniu nieistotności tematu, pomniejszaniu jego znaczenia, przy jednoczesnym wskazywaniu na uciążliwości w załatwianiu sprawy. Ot, bagatelizuje Wiczkowski – i możecie tego wysłuchać w relacji z sesji TV Mazury – kończą nam się umowy dzierżawy z blisko stu ogródkami w Dobrocinie. Trzeba będzie podjąć sto uchwał i jak radni przekażą Zarządowi swe uprawnienia to usprawni podpisywanie umów. Nie będą mieli kłopotu. Trzeba tylko przegłosować.