Co ma kupić ciemny lud

„Ciemny lud to kupi” – twierdzi szef TVP i jego podwładni za nic mają podawanie informacji oddających rzeczywiste zdarzenia i przekazywanie opinii różnorakich. Obiektywizm programów informacyjnych wyszedł z telewizji publicznej tylnymi drzwiami wraz z dziennikarzami. Drzwiami głównymi weszli politycy i propagandyści z jednej, jedynie słusznej, strony sceny politycznej. Ludzie władzy, którzy tej władzy wszystko zawdzięczają i wraz z tą władzą mogą zniknąć. Robią więc wszystko, by władza utrzymała się przy władzy. Bo jak się utrzyma, to i ich nikt nie pogoni.

Na początku tygodnia onet.pl opublikował doniesienia o kierowaniu hejtem wobec niepokornych sędziów przez ….wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka. Bliski współpracownik ministra Ziobry, odpowiedzialny za „reformę” sądownictwa i jego współpracownicy – media wskazują na co najmniej jeszcze dwóch urzędników – dostarczali hejterce informacji z ministerialnych teczek, a także danych osobistych sędziów, krytykujących reformę. Celem była dyskredytacja tych sędziów. Ba, w oparciu o rozsiewane przez hejterkę plotki TVP wyemitowała nawet specjalny program stawiający pod znakiem zapytania moralność jednego z sędziów. Podanych informacji nie sprostowano nawet po wyroku sądu sprzecznym z pomówieniem.

W każdym demokratycznym kraju publikacja o udziale państwowego urzędnika w takiej aferze wywołałaby trzęsienie na szczytach władzy. Do dymisji podaliby się natychmiast co najmniej minister i jego zastępca. Zagrożony byłby rząd. Ale nie u nas. U nas ważne jest by „ciemny lud kupił” co mu władza do głowy wklepie. A władza ma możliwości. Ma nie tylko obficie wspierane przez państwowe spółki i uzależnione od siebie prawicowe media, ale przede wszystkim, finansowaną przymusowym abonamentem przez samych obywateli, telewizję publiczną. To sprawne narzędzie.

Po kilkunastu godzinach wiceminister podał się do dymisji. Podobnie jak nadmiernie korzystający z publicznego mienia marszałek Kuchciński, także wiceminister Piebiak jako powód podał troskę (sic!) o Państwo. Konkretnie: o sprawne (sic!) przeprowadzenie reformy sądownictwa. Po jednym patriocie, objawił się drugi. Nie wstyd z powodu dwuznacznej co najmniej postawy etycznej, ale troska o Ojczyznę!!! Obywatele powinni być wdzięczni.

Premier dymisję natychmiast przyjął i uznał, że sprawa jest zakończona. Minister Ziobro milczy, ale jego rzecznik oświadczył, że pan minister jest zniesmaczony doniesieniami Onetu, co można by uznać, zarówno za krytykę dziennikarskiej enuncjacji jak i wpadki współpracownika. W przekazie dnia politycy PiS podkreślali propaństwową postawę ministra. Ale i tak wszystkich przebiła TVP Info. Zdaniem komentatorów tej stacji podanie się do dymisji zamieszanego w sianie mowy nienawiści, upadlanie ludzi i stalking, a także ujawnianie danych osobowych sędziów, to odpowiedzialna postawa urzędnika. I „dotychczas niespotykana”!!! Nie usłyszałem, że godna naśladowania. Nie padło, zawisło w powietrzu, by każdy mógł sobie dopowiedzieć. Gdy ministra chwalono dołem leciały „paski” o „farmie trolli w inowrocławskim ratuszu”, „aferze fakturowej” i niegodnej postawie posła Brejzy. Zbaraniałem.

Znani tylko w TVP Info komentatorzy z portalu wSieci i wydawnictw Frondy z zapałem uświadamiali widzów, że syn prezydenta Inowrocławia poseł Brejza powinien podać się do dymisji z powodu …..kantów urzędników miejskich. Lider miejscowej Solidarnej Polski Ireneusz Stachowiak oskarżał posła Brejzę, że za wszystkimi kantami stoi i za hejtami, których on sam doświadczał też. Nie wyjaśnił dlaczego, skoro ma taką wiedzę, nie zgłosił sprawy do prokuratury. Nie ważne, ważne są słowa. Na wszelki wypadek TVP Info nie podało, że pan Stachowiak był zastępcą prezydenta Brejzy, ale się z pracą pożegnał. Przemilczeń w tej sprawie okazało się więcej. Ale od czego jest wujek Google.

Po wpisaniu słów „afera inowrocławska” Google wyświetla adresy do publikacji. No i okazuje się, że sama afera dotyczy lat 2015-2017, a ujawniła się, gdy w Urzędzie Miejskim wprowadzono jednolity system rejestracji faktur. Po ujawnieniu fałszerstw fakt ten zgłosił organom ścigania prezydent Brejza. Zdaniem niektórych mediów CBA już o tym wiedziało. Głośno się zrobiło o sprawie w 2018 roku, przypomnijmy roku wyborczym. Szybko wyszło na jaw jak przebiegał proces wyłudzania kasy na lipne faktury i kto na tym zyskał. I chociaż nie było wśród tych osób Brejzów, to jednak to ich nazwiska cały czas podawano w kontekście przestępczej afery. Stwarzano atmosferę z rosyjskiego kawału: kto ukradł rower nie wiadomo, ale w kradzież zamieszani byli. Tyle, że mimo nagonki na Brejzę -seniora, wygrał on wybory w cuglach, otrzymując w I turze ponad 58,5 proc. głosów. Miejscowi wiedzieli lepiej kto ukradł przysłowiowy rower. Kandydat wspierany przez PiS poległ.

Tymczasem śledczy odcyfrowywali kolejne faktury i ujawniali kolejnych sprawców. Łącznie szesnastu. Ale to już propagandystów nie interesowało. Afera odżyła jednak w TVP i publikatorach braci Karnowskich i Frondy. Gdy trzeba było zagłuszyć aferę w NBP. A teraz znowu odżyła by przykryć aferę w Ministerstwie Sprawiedliwości. Znowu wkracza CBA – pod dwóch latach od zabezpieczenia dowodów? – znowu można sprawdzać czy „ciemny lud to kupi”. I znowu jest dużo zarzutów, a mało konkretów. I znowu „zapomina się” o faktach. Na przykład o tym, że dwie główne oskarżone panie były działaczkami prawicy, a jedna w poprzednich wyborach do Europarlamentu startowała nawet z szóstego miejsca listy PiS. Nie wspomina, że podobne przekręty jedna z pań miała na sumieniu w poprzednim miejscu pracy w Kruszwicy, a jej przełożonym był obecny wojewoda kujawsko-pomorski z PiS. Ale do Kruszwicy śledztwo nie sięga. Nikt nie zabezpiecza też komputera i telefonu wiceministra. CBA za to, szukając haków na Brejzę, rekwiruje telefony nawet 10-letnim córkom pracownicy biura posła.

Starsi pewnie kojarzą Pawkę Korczagina, bohatera lektury komunistycznej „Jak hartowała się stal”, który doniósł na własnych rodziców i wysłał ich na śmierć. Z „patriotycznych” pobudek. Pawka przypomniał mi się, gdy usłyszałem, że mąż „bohaterki” hejterki (sterowanej? inspirowanej? przez ministra) wydał oświadczenie, że owa hejterka jest alkoholiczką, cierpi na depresję i bierze środki psychotropowe, czyli wiadomo – chora osoba. Kim jest człowiek, który gotów jest zrobić z żony wariatkę? I dlaczego? Telewizja publiczna nie wyjaśnia. Ale wujek Google – tak. Otóż ów mąż jest sędzią „dobrej” zmiany, który z Ministerstwa Sprawiedliwości przeszedł do pracy w Krajowej Radzie Sądownictwa, za której powołanie i skład odpowiadał ….wiceminister Piebiak.

W oświadczeniu do mediów „hejterka” Emilia potwierdza, że nadużywała alkoholu, leczyła się na depresję. Jak wielu ludzi. Nie oznacza to jednak, że jest niepoczytalna. Stwierdza, że zawsze popierała prawicę i uwierzyła w to, że sędziowie są „kastą”, uwierzyła w „dobrą zmianę”, w to „że walczyła ze złymi ludźmi”. Teraz wie, że została bezwzględnie wykorzystana. I przeprasza tych, na których hejtowała.

Mam nadzieję, że mnie nie wsadzą” – pisała do wiceministra.

Za czynienie dobra nie wsadzamy” – odpisał wiceminister, co znaczyłoby, że o tym kto pójdzie siedzieć nie sąd ma teraz decydować a urzędnik ministerstwa.

W Internecie można znaleźć sporo fragmentów z licznych kontaktów hejterki z wiceministrem Sprawiedliwości Rzeczypospolitej Polskiej. I nie tylko. Skłaniają do pytania w jakim kraju żyjemy.

Po zabójstwie prezydenta Gdańska minister Ziobro zapewniał, że prokuratura skutecznie zwalczy mowę nienawiści. Miało się tym zająć aż 105 prokuratorów. Do Ministerstwa Sprawiedliwości nie zajrzeli.

Włodzimierz Brodiuk

Comments

comments