Parlament przegłosował ustawę o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE, wprowadzając na życzenie Nawrockiego dodatkowe poprawki, mające zwiększyć kontrole nad wydatkami, chociaż zgodność wydatków z celami pożyczki i tak będzie pod stałą kontrolą UE czyli pożyczkodawcy, a – jak dowodzi doświadczenie – jest to kontrola znacznie efektywniejsza od rodzimej. Nic to zresztą nie dało, Nawrocki nadal nie jest pewny co zrobi, a posłowie PiS – wspierani przez tzw. prawicowe media – jeżdżą po kraju i straszą katastrofą.
Część formułowanych pod adresem SAFE zarzutów ma zaczepienie w rzeczywistości, ale – jak to zwykle bywa z jednostronnością oceny – toną one w demagogii. Inne – w stylu zadłużamy się dla Ukrainy czy na zakupy w Niemczech – to już zwyczajne kłamstwo. Wszystkie jednak pomijają podstawowy problem: powinniśmy zwiększyć bezpieczeństwo kraju czy nie? Jeżeli uznamy, że powinniśmy, to dyskusja sprowadza się do kwestii czysto technicznych: dostępność pożyczki, oprocentowanie, terminy płatności i przeznaczenie. Odpowiedzi wydają się też bezdyskusyjne: jak najszybciej, jak najniższe oprocentowanie, jak najdłuższy okres spłaty, jak najwięcej na inwestycje we własną gospodarkę.
Krytycy SAFE skrzętnie takiego analizowania unikają. Według nich SAFE to „pułapka długoletniego zadłużenia”. Tymczasem praktycznie wszyscy ekonomiści przyznają, że to najtańsza pożyczka na rynku. Znacznie korzystniejsza także od obligacji, które wyżej oprocentowane dodatkowo kumulowałyby ogromny wydatek z budżetu państwa w roku ich wykupu. Co oznaczałoby konieczność rolowania obligacji albo zaciągania pożyczek na ich wykup, czyli odkładało w czasie i zwiększało koszty obsługi.
Jednak ekonomiczne analizy zakopywane są pod emocjami o utracie suwerenności na rzecz nie tyle Unii co Niemiec, bo Niemcami nadal udaje się Polaków zastraszać. Szermuje się tu trojakim zwłaszcza zagrożeniem. Po pierwsze: narzuca się nam na co mamy wydać pieniądze z kredytu, czyli głównie na zakupy w Niemczech. Po drugie: finansowanie naszych inwestycji zostanie zablokowane jeżeli nie spełnimy „kamieni milowych”, jak w przypadku KPO. Po trzecie: narzuca nam się groźny acz bliżej nieokreślony, mechanizm tzw. „warunkowości”. Słowem ruszymy z inwestycjami i zostaniemy z ręką w nocniku, a potem przyjdą Niemcy i wszystko przejmą. Mało logiczne, wielce kłamliwe.
Jak jest w rzeczywistości. Po pierwsze nikt nam planu wydatków nie narzucał. To nasze wojsko określiło swoje potrzeby w zakresie uzbrojenia; przeanalizowano, które z tych potrzeb zaspokoi rodzimy przemysł, a które rodzaje uzbrojenia trzeba zakupić – np. nowoczesne drony z Ukrainy. Licencje na te drony kupiła już np. Wielka Brytania. Na tej podstawie opracowano plan, który Unia uznała za zgodny z celami zaciągniętej i gwarantowanej przez Unię pożyczki. A cele te to: rozwój przemysłu zbrojeniowego krajów Unii i zakupy przede wszystkim w krajach Unii, czyli także od naszego przemysłu. Tyle w temacie narzucenia nam wydatków, z których ponad 80 proc. to inwestycje i zakupy w naszym kraju, znacznie więcej niż 65 proc. warunkowanych zapisami pożyczki.
Po drugie: „kamienie milowe” w KPO dotyczyły powstrzymania łamania praworządności i powrotu do standardów demokratycznych. To się w rzeczywistości nie powiodło, ale UE zawierzyła zapewnieniom i podejmowanym działaniom przez koalicję partii demokratycznych. W przypadku SAFE wypłata środków ma następować wraz z postępem realizacji planu wydatków. Po trzecie: mechanizm warunkowości związany jest z jednej strony z etapami realizacji planu, a z drugiej z przestrzeganiem celów zaciągniętej pożyczki, czyli wydatkami w Europie.
Właśnie ten warunek dał pretekst do głoszenia kolejnego absurdu o zatrzymaniu zakupów w USA i Korei, chociaż realizowane one są z innej kieszeni. Towarzyszy temu kłamstwu przekonywanie, ze tylko Amerykanie produkują najlepszą broń i tylko USA są gwarancją naszego bezpieczeństwa, co doskonale koresponduje z poglądami Trumpa: Europa powinna więcej wydawać na zbrojenia i kupować głównie za oceanem. Dał temu wyraz także Nawrocki ogłaszając wspólnie z prezesem NBP „genialny” pomysł sfinansowania naszego bezpieczeństwa z rezerwy dewizowej Narodowego Banku Polskiego. Rezerwa sięga dziś prawie 700 mld złotych, w tym kryje się wartość 500 ton złota. Zamiast SAFE z oprocentowaniem możemy mieć SAFE z zerowym oprocentowaniem. Tusk z całym sztabem analityków ekonomicznych i Brukseli chce zadłużyć Polskę i Polaków, ale Nawrocki ich obroni. I to bez żadnych kosztów.
Nawrocki z Glapińskim ogłosili to na konferencji prasowej, jak kuglarze wyciągający królika z kapelusza. Możemy od ręki uruchomić 185 mld złotych z zysku NBP – stwierdził szef NBP, a część narodu i cała prawicowa elita jęknęła z podziwu i zachwytu. Tylko o jakim zysku mówi Glapiński, skoro od kilku lat emitent i gwarant złotówki notuje straty, a w grudniu on sam informował pisemnie, że na koniec 2025 roku strata bilansowa NBP sięgnie 100 mld złotych.
Nawrocki ma w głębokim poważaniu fakt, że Konstytucja nie pozwala na finansowanie bieżącej polityki rządu z rezerw centralnego banku, a także skutków takiej decyzji. Liczy się bieżący efekt polityczny i dokopanie przeciwnikowi. Postępuje jak w bijatyce na ustawce, w której biorą udział dwie grupy kiboli. I szuka argumentu by nie podpisać ustawy o SAFE.
Tymczasem zmniejszenie rezerw dewizowych i złota grozi gospodarczym krachem. Natychmiastowym efektem takiego działania jest osłabienie złotówki i ratingu kredytowego. Dziś Polska mieści się jeszcze w granicach A(-). Dla przykładu rating UE i Niemiec to AAA (całkowity brak zagrożenia spłaty kredytu), dlatego pożyczka SAFE jest tak nisko oprocentowana, a Niemcy same zaciągają kredyty. W następstwie spadku zaufania rosną koszty obsługi długu publicznego (dziś zbliża się do 100 mld rocznie), ale także kredytów bankowych, rośnie inflacja. Brak zaufania do stabilności finansowej państwa powoduje ograniczenie inwestycji i wycofywanie się kapitału zagranicznego. Rosnąć zaczyna bezrobocie. Rating państwa nadal spada. Rusza efekt spirali krachu. Taki scenariusz występował w krajach Ameryki Łacińskiej, Grecji i Turcji. Oznaczał biednienie i ogromne koszty wychodzenia z kryzysu. A te koszty ponosi społeczeństwo. Ludzie, oszukani przez polityków, których własny interes był najważniejszy.
Nie wiem czy to co wyczynia Kaczyński z konfederacją, a teraz Nawrocki, szukający pretekstu by nie podpisać korzystnej umowy pożyczkowej oznaczającej zwiększenie bezpieczeństwa Polski, jest głupotą czy zdradą. Być może jednym i drugim. Świadomym okazywaniem głupoty i mniej świadomą zdradą.
Włodzimierz Brodiuk