Znaki bezczelności i pogardy

Dwa zdarzenia. Jedno ogólnoświatowe, drugie z naszego podwórka. Oba z kategorii lekceważenia, obrazy, bezczelności, moralności, a nawet pogardy. Oba szokują, oba dowodzą naszej bezradności. 

Prezydent Trump raczył kolejny raz oświadczyć światu, że go ratuje bez żadnej pomocy i na żadną nie liczy. Wątpi też, by europejscy sojusznicy z NATO zareagowali po uruchomieniu przez Stany art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Na uwagę, że jednak już zareagowali po ataku na World Trade Center i uczestniczyli w walkach w Afganistanie i Iraku, „zbawca świata” odrzekł, że „nie byli potrzebni” i „trzymali się z dala od linii frontu”.

To, że Trump co i rusz opowiada banialuki, prawi co mu ślina na język przyniesie, przestał dziwić i nie budzi reakcji. Ba, nie tylko w Stanach wytykanie mu błędów i kłamstw, jest niebezpieczne i grozi represją aparatu państwa. Przekonują się o tym co i rusz tamtejsi dziennikarze. Odebranie im prawa wstępu do Białego Domu to najmniejsza z konsekwencji. Jednak tym razem Trump przekroczył wszelkie bariery, z pogardą wyraził się o tych, którzy zginęli pomagając Amerykanom.

W obu amerykańskich interwencjach, będących odpowiedzią na atak z 11 października 2001 roku pod hasłem wojny z terroryzmem, zginęło w Afganistanie i Iraku około 1500 europejskich żołnierzy, w tym m.in. 636 Brytyjczyków, 86 Włochów, 66 Polaków, 62 Niemców, 46 Hiszpanów, tyluż Duńczyków. Nie kryli się także „za plecami Amerykanów” żołnierze ówczesnych „partnerów NATO” Gruzji i Ukrainy. Śmierć w walce poniosło 32 Gruzinów i 18 Ukraińców.

Nie sądzę, by Trump o tym nie wiedział. Wiedział. Większość z jego działań i wypowiedzi, tak jak i ta, to łamanie reguł, nie tylko dyplomacji, ale i moralnych. To ustawiczne sprawdzanie wrogów i sprzymierzeńców. Tych ostatnich traktuje zresztą także jako przeciwników, a co najmniej konkurentów. Sprawdzanie na ile będą spolegliwi. Póki co jedynie premier Kanady zareagował jednoznacznie krytycznie. Postawiły się też Chiny. Inni albo położyli uszy po sobie i wypowiadają się wstrzemięźliwie, albo milczą lub potakują. Po co drażnić? A Trump nabiera wiatru w żagle.

Na pogardę Trumpa, w tym przypadku, zareagowali przywódcy państw NATO. Premier Wielkiej Brytanii zażądał od Trumpa przeprosin, ale inni już ostrożniej dobierali słowa. Zareagowali Tusk, Sikorski i Kosiniak – Kamysz oraz polscy generałowie. Zdumiało natomiast milczenie nominalnego zwierzchnika Sił Zbrojnych RP, który wypowiedział się dopiero pod naciskiem mediów na platformie X, nie nawiązując bezpośrednio do słów Trumpa. Napisał jedynie o „należnym żołnierzom szacunku”. A prezydencki minister Przydacz opowiadał bzdury, że Trump w ogóle nie mówił o polskich żołnierzach. Bo ich z grona sił NATO nie wymienił!? Nie wymienił też Brytyjczyków. Taka postawa ludzi, zarzucających innym brak patriotyzmu, co najmniej zdumiewa.

Drugi przypadek pochodzi z naszego podwórka. W okolicach Bolimowa w  legalnej, zarejestrowanej w  Związku Kynologicznym w Polsce hodowli psów Nescanaland Kennel ujawniono bezprzykładne okrucieństwo wobec zwierząt. Psy, bernardyny, ale również owczarki australijskie, pudle i corgi, trzymane były w ciasnych plastikowych transporterach, ułożonych jeden na drugim. Stały we własnych odchodach, co powodowało ciężkie odparzenia. Schorowane, zaropiałe, niedożywione, z zanikiem mięśni. Bernardyny ważyły po 28 kg, podczas gdy ich normalna waga oscyluje w granicach 60 kg. Właścicielką tej pseudo-hodowli  okazała się aktywistka i członkini zarządu gdyńskiego oddziału Związku Kynolologicznego.

Za znęcanie się nad zwierzętami grozi jej odpowiedzialność karna. Zdumienie budzi jednak reakcja samego Związku Kynologicznego. Katującą z pełną premedytacją psy „koleżankę” jej koledzy postanowili zawiesić w prawach członkini związku. Nie wyrzucić, napiętnować! Nie! Tylko zawiesić! Obwieszczając tym samym, że w Związku Kynologicznym w Polsce nie uznaje się znęcanie nad zwierzętami za szczególnie karygodne i niedopuszczalne. Szok. Nie tylko dla posiadaczy „najlepszych przyjaciół człowieka”.

Te dwa, krańcowo rożne, zdarzenia łączy kilka cech wspólnych. Po za brakiem należytej reakcji, tych którzy zareagować powinni z urzędu. Oba przypadki charakteryzuje bezczelność poczynań: robię bo mogę, bo nie potrzebne mi pozwolenie.  W obu motorem jest biznes, żądza zysku. Dla Trumpa większy zysk jest ważniejszy niż dobrostan świata. A hodowczyni spod Bolimowa dla zysku maltretuje żywe istoty.  Amerykański Kongres milczy, chociaż ma możliwości zatrzymania działań prezydenta. Związek Kynologiczny pobłaża, chociaż dawno powinien zatrzymać nieludzki proceder firmowany ich znakiem. W jednym przypadku upada mit Ameryki, jako ostoi porządku i pokoju światowego. W drugim – mit o ostoi należytego traktowania psów.

Możecie nie zgadzać się z samym porównaniem. Jak to: Trump i hodowczyni psów?  Jasne – waga nieporównywalna, ale objawy te same. Chyba więc warto się zastanowić dokąd wiedzie nas bierność i pozwalanie na te i podobne czyny – powtórzę: czyny bezczelności i pogardy.

 Włodzimierz Brodiuk

Comments

comments