Tylko takie wnioski nasuwają się z trwającej już kilka lat batalii o powstrzymanie tworzenia bagna na co najmniej kilku zabudowanych domami działkach przy ul. Mrongowiusza, w którym to procederze bierze udział kilka instytucji i urzędów. Urzędnicy są pełni obietnic, zapewnień i – podobno – życzliwi są, a jednocześnie, jakby mimowolnie, wykorzystują wszystkie biurokratyczne triki umożliwiające kolejnym inwestorom niszczenie istniejącego od 100 lat sprawnego dotychczas systemu odwadniającego.
Przypomnę. Ostróda dusi się z braku terenów budowlanych. Wzorem innych miast powinna już dawno poszerzyć swoje granice o tereny funkcjonalnie związane z miastem. Kolejni burmistrzowie unikają jednak tematu niczym diabeł święconej wody. Efekt: pozbawia się miasto jego zielonych płuc i wkracza nawet na tereny bagienne. Takim jest teren przy al. Lipowej, Mrongowiusza i Szosie Elbląskiej.

Najpierw więc miasto dokonało zmian w planie zagospodarowania i bagienny teren z przecinającym go na całej długości ciekiem wodnym stał się budowlanym. Działki sprzedano tanio i wkrótce pojawiły się na nich ciężarówki z gruzem, który wypychał wodę na istniejące zabudowania. W 2007 roku popłynęły do miasta pierwsze skargi, ale widocznie nie zainteresowały ówczesnego burmistrza. Chociaż nawiezienie 200 kg ziemi to już składowanie odpadów. A tu lądowały ciężarówki gruzu. Obojętność, lenistwo, kolesiostwo? Nie wiem. Tempo podnoszenia terenu przyśpieszyło.

W 2011 pozwolenie na budowę pierwszych budynków przy al. Lipowej zablokowało na chwilę starostwo, nakazując deweloperowi udrożnienie rowu melioracyjnego na całej długości. Deweloper się odwoływał i ostatecznie rowu nie udrożniono, a na jego działkach rów zastąpił przepustem w postaci rury o średnicy 80 cm z systemem studzienek odwadniających. Wlot i wylot przepustu miały zostać zabezpieczone kostką brukową i płytami betonowymi.

„Odbudowanie rowu melioracyjnego – przeczytać można w uzasadnieniu decyzji podpisanej z upoważnienia starosty przed naczelnika Wydziału Rolnictwa i Leśnictwa – przywróci właściwe stosunki wodne na terenie kompleksu działek.” Pismo to znajduje się w ostródzkim starostwie. Gdzieś głęboko zakopane. Czy dlatego, że wskazuje na oddziaływanie tego cieku wodnego na cały teren? Nie wiem. Wiem natomiast, że urzędnicy w swoich decyzjach starannie ograniczają oddziaływanie inwestycji i robót na poszczególnych działkach tylko do działek sąsiednich. Pisałem już o decyzji burmistrza nakazującej oczyszczenie rowu na działkach, na które spływa woda, zamiast na tych które odwracają kierunek spływu.
Teraz naczelnik Wydziału Budownictwa Urzędu Powiatowego odmówił mi statusu strony w procesie wydania decyzji na zabudowę trzech działek z zatkanym rowem melioracyjnym. Bo moja działka nie styka się z tymi gruntami. Powoływał się na przepisy Prawa Budowlanego i brak interesu faktycznego. Dziwi mnie to, bo w starostwie powinno być szereg informacji o tym terenie, wskazujących na wpływ rowu melioracyjnego na wszystkie okoliczne działki. Ponadto urzędnik powinien znać przepisy także Prawa Wodnego. Art. 234 wyraźnie stwierdza, że właściciel terenu nie może „zmieniać kierunku i natężenia odpływu znajdujących się na jego gruncie wód ani kierunku odpływu wód ze szkodą dla gruntów sąsiednich”, a nie sąsiadujących.
Nie tylko temu urzędnikowi polecam uzasadnienie wyroku WSA w Rzeszowie (cytuję): „Działaniem takim jest nie tylko kierowanie wody przepływającej przez dany teren na sąsiednią działkę, ale także wykonanie przeszkody w odpływie wody opadowej z terenów sąsiednich, np. zasypanie rowu, którym dotychczas spływały wody opadowe z terenów wyżej położonych lub podwyższenie terenu uniemożliwiające spływ wody. Ustawodawca wyraźnie wskazuje, że dotyczy to gruntów sąsiednich a nie sąsiadujących bezpośrednio z działkami podmiotu, który dopuszcza się zmiany stanu wody na gruncie.” Podobnie wypowiedziały się inne sądy, m.in. w Poznaniu, Katowicach, Białymstoku, Gliwicach i Krakowie.
Przykro mi to pisać, byłem przecież i radnym i starostą, ale na przykładzie opisywanego problemu uwidacznia się aż nadto wyraźnie system zbywania petentów biurokratycznymi metodami i brak konsekwencji. Rów jest problemem, więc w pozwoleniu na budowę problemu się nie zauważa, pomija. Odmawiając mi statusu strony postępowania urzędnik dokładnie wyjaśnił, że wody opadowe będą odprowadzane do kolektora deszczowego. O rowie nie wspomniał. Inny urzędnik w sprawie innej działki odpowiedział, że nakazano wkopać przepust głębiej i uznano sprawę za załatwioną, chociaż nic się nie zmieniło.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, co powoduje, że wszyscy decydenci znają problem i wszyscy, zamiast jedną decyzją, nakazem przywrócenia drożności cieku odwadniającego, rozwiązać go, każdą kolejną decyzją problem potęgują.
Przykład z ostatnich dni to wydanie pozwolenia na budowę wielorodzinnego budynku przy al. Lipowej. Deweloper podniósł teren, zasypał nie tylko resztki rowu odwadniającego, ale także wlot wykonanego kilkanaście lat temu przepustu pod istniejącą już zabudową. Powiem wprost: bezczelnie, widocznie przy aprobacie decydentów, zablokował jakąkolwiek możliwość odprowadzenia wody z ul. Mrongowiusza, zlikwidowania powstającego tam bagna i podsiąkania wody do piwnic.

Tak oto wygląda działanie ostródzkich władz w interesie mieszkańców? Od dawna krąży po mieście plotka o tym, że w Ostródzie decyduje interes deweloperów! W rejonie al. Lipowej, Mrongowiusza i Szosy Elbląskiej plotka przybiera postać rzeczywistości. Przywrócenie właściwych stosunków wodnych to wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych. Z kieszeni deweloperów. Tymczasem władza wydaje samorządową kasę na pompę, która wypompowuje wodę z tworzonego przez inwestorów bajora i naraża fundamenty domy ich wyborców na niszczenie.

I dlatego chcę wiedzieć: niekompetencja? nieudolność? złośliwość? czy ktoś dał komuś w łapę?
Włodzimierz Brodiuk