Sąd mataczeniem szyty

W Polsce póki jest PiS (i) PO Konstytucja nie ma mocy prawnej, bo każdy rozumie ją tak jak chce – wpisał pod publikacją „Sąd sądem, ale….” Daniel Gorząch. I coś w tym jest. Oczywiście, Konstytucja ma moc prawną, ale jej zapisy są wykorzystywane przez część polityków przeciw samej Konstytucji, a – przypomnijmy sobie – sędziowie, którzy zaczęli stosować  bezpośrednio przepisy ustawy zasadniczej znaleźli się nawet, za rządów PiS, na celowniku władzy. 

 Przytoczyłem tą dość gorzką opinię, bo konstatuje ona smutny fakt upadku znaczenia Konstytucji w państwie, które zwykłe ustawy postawiło ponad ustawą zasadniczą, a instytucje, które miały stać na jej straży sprowadziły do roli potakiwaczy partyjno-rządowych decyzji. Wykorzystano do tego samą Konstytucję, która nie jest zbiorem wszystkich praw i odsyła w sprawach szczegółowych rozwiązań do ustaw. Sprzyja to różnym interpretacjom jej zapisów, zwłaszcza przez manipulatorów, którzy skrzętnie pomijają  fakt, że wszystkie zapisy Konstytucji wynikają z kanonów ustrojowymi zawartych w artykułach od 1. do 29. Rozdziału  „Rzeczpospolita” i nie można ich pominąć.

Próby ominięcia zapisów Konstytucji pojawiły się wraz z władzą PiS w 2006 i 2007, ale nie uzyskały wsparcia ani Ligi Polskich Rodzin Giertycha ani Samoobrony Leppera. W 2015 przeszkód w Sejmie już nie było. Kaczyński rozpoczął swą „pełzająca rewolucję” od omijania zapisów Konstytucji ustawami. Zmiany w ustawie o TK miały umożliwić  przejęcie politycznej kontroli nad organem, który w czasie wcześniejszych rządów PiS  dowiódł, że jest w stanie skutecznie blokować niekonstytucyjne zmiany.

W chwili przejęcia władzy przez PiS w Trybunale było 12 sędziów i 3 wybranych przez poprzedni Sejm, ale nie zaprzysiężonych.  Kończyła się kadencja 2 sędziów. W grudniu 2016 roku odchodził prezes TK. Proste wyliczenie wskazywało, że tylko jeden z dotychczasowych sędziów mógł zostać prezesem TK. Cóż znaczy: nie da rady? Da! Wystarczy, że „swój” już prezydent nie przyjmie ślubowania od prawidłowo wybranych sędziów, w ich miejsce wybierze się „odpowiednich” i PiS będzie miał już 5 „swoich”. Teraz drobna korekta ustawy i władza ma to co chciała. Plan wypalił.

Już na pierwszym posiedzeniu Sejmu VIII kadencji uchwalił, że prezydent wybiera prezesa Trybunału nie z 2 – jak było od 1997 roku – a z 3 kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Dzięki temu na liście kandydatów musiał znaleźć się „swój” sędzia, nawet, gdyby ktoś ze „swoich” się wyłamał. To jednak były za małe gwarancje. Dla pewności Sejm nowelizuje ustawę jeszcze trzykrotnie: w grudniu 2015, lipcu i listopadzie 2016. Ostatecznie z trzech przepisów dotyczących wyboru prezesa w ustawie z 1997 r. ten  wybór precyzuje teraz aż 14 przepisów. Wszystko dlatego, by wśród kandydatów znalazł się ten „odpowiedni” nawet gdyby uzyskał tylko 1 głos. A że można głosować na siebie, to wystarczy by się zgłosił i postawił krzyżyk.

Zabezpieczenie tworzy się wielostronne. Przewodniczyć Zgromadzeniu wybierającemu kandydatów ma sędzia z najkrótszym , a nie – jak dotychczas – najdłuższym stażem w Trybunale. To gwarantuje przewodnictwo wybranemu przez PiS. Partia z Nowogrodzkiej zabezpiecza się dalej. Ustawą wprowadza niekonstytucyjne stanowisko „ sędziego pełniącego obowiązki prezesa”, chociaż Konstytucja określa wprost, że prezesa zastępuje wiceprezes, a stanowisko nadal jest obsadzone. Tyle, że przez „starego” sędziego.  Nowelizacja ustawy nie zostawia wyboru, dokładnie określa kto ma zostać owym „p.o. prezesa”.  Ma to być sędzia Trybunału posiadający najdłuższy, liczony łącznie, staż pracy jako: sędzia w Trybunale; aplikant, asesor, sędzia w sądzie powszechnym i w administracji państwowej szczebla centralnego.  Zapis dokładnie pasuje do pani Przyłębskiej, bo „starzy” sędziowie wcześniej pracowali na uczelniach, a wykładowca prawa nie jest przecież, w odróżnieniu od pracownika ambasady, ulokowany „w administracji szczebla centralnego”.

Prezes Trybunału prof. Rzepliński zwalnia stanowisko 19 grudnia 2016 roku, w tym dniu wchodzi też w życie nowelizacja ustawy z 30 listopada. Już następnego dnia, na podstawie tej nowelizacji, prezydent Duda powołuje mgr Przyłębską na „p.o. prezesa”.  Zaraz po powołaniu  zwołuje ona godziny popołudniowe 20 grudnia Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK w celu wyboru kandydatów na prezesa. Tempo błyskawiczne. Ośmiu „starych” sędziów odmawia udziału w głosowaniu, uznając je z niekonstytucyjne.  Przyłębska dostaje 5 głosów, a Muszyński – 1.  I już 21 grudnia plan z Nowogrodzkiej finalizuje Duda powołaniem pani mgr na prezeskę Trybunału.

Te manipulacje to doskonały przykład jak delegacja Konstytucji do ustalenia technicznych  i organizacyjnych szczegółów w drodze ustawy daje manipulatorom możliwość łamania czy też omijania przepisów ustrojowych Konstytucji i otwierających drogę do władzy autokratycznej. W drodze ustaw opartych – mówiąc wprost – na mataczeniu.

Włodzimierz Brodiuk

Comments

comments