Odpowiednio dobrani ludzie są ważniejsi niż struktury – uważał rewolucjonista Lenin, a jego następca Stalin „udoskonalił” tę myśl: do realizacji „słusznej idei” konieczni są „odpowiedni”, czyli oddani idei i lojalni, ludzie. Tym samym „nieodpowiednich” należy usunąć. I usuwał na masową skalę umacniając bolszewicką dyktaturę. Czasy się zmieniły, ale sama metoda budowania autorytaryzmu – nie, co uwidoczniło się także w Polsce.
Podobno do sądu nie idzie się po sprawiedliwość tylko po wyrok. I jest w tym sporo prawdy, bowiem sąd ma rozpatrzyć dowody i argumenty stron, uwzględniając przepisy prawa stanowione przez władzę ustawodawczą. Prawo kształtuje parlament, sąd ma je tylko realizować, przy zachowaniu bezstronności i niezależności od wszystkich czynników zewnętrznych. Sąd czyli sędzia.
Sędzia to tylko człowiek. Ma swoje poglądy, sympatie i antypatie. Normalnie. Nienormalnie zaczyna być, gdy w jakikolwiek sposób jest uzależniony od lub zobowiązany wobec polityków, albo sam jest, czy nawet tylko był, aktywnym politykiem. Bo narusza konstytucyjną zasadę niezależności i bezstronności sądu. Zadbać o to można i należy na etapie kształtowania sędziowskich powołań i wniosków o nominacje, co jest zadaniem Krajowej Rady Sądownictwa. A to oznacza, że organ ten, by dbać o niezawisłość sądów sam musi konstytucyjne warunki spełniać, czyli jego skład nie może być uzależniony od polityków.
Art. 187 Konstytucji ustala skład KRS na 25 osób w tym 17 sędziów, 15 wybranych przez Sejm oraz z urzędu I prezesa Sądu Najwyższego i prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego, a ponadto 8 polityków: ministra sprawiedliwości, przedstawiciela prezydenta, 4 -posłów i 2 senatorów. Sędziów wybierają więc posłowie spośród sędziów. Tyle konstytucyjny zapis. Do przejęcia władzy przez PiS posłowie wybierali spośród sędziów wskazywanych przez środowiska sędziowskie, co gwarantowało spełnienie ustrojowych art. 10 i 173 Konstytucji o trójpodziale władzy. Ale PiS pominął oba ustrojowe artykuły Konstytucji, zmienił ustawę i sami politycy dokonali wyboru sędziów bez udziału środowisk sędziowskich.
Pozornie nadal w KRS przewagę mają sędziowie, ale już „odpowiedni” i lojalni, wskazani i wybrani przez partię władzy. Konstytucyjna forma została zachowana, ale to już tylko konstytucyjna wydmuszka posłuszna władzy ustawodawczej i wykonawczej, czyli – jak to w czasach słusznie minionych – realizująca „politykę partii i rządu”. Starsi pewnie pamiętają takie pojęcie, młodszym warto przypomnieć, że w PRL wszystkie instytucje realizowały „polityczną linię partii i rządu”.
Krajowa Rada Sądownictwa to kluczowy organ do podporządkowania sądów partii i rządowi, które, gdy jakaś partia dysponuje sejmową większością, są w rzeczywistości tym samym organizmem. W VIII kadencji Sejmu klub PiS miał wystarczającą większość – początkowo 235, a ostatecznie 239 posłów. Mógł przegłosować każdą ustawę zainicjowaną przez centralę przy Nowogrodzkiej. I przegłosowywał.
Krajowa Rada Sądownictwa była, obok Senatu, pierwszym organem powołanym w wyniku rozmów Okrągłego Stołu, których celem była przebudowa ustroju państwa. Jej główne zadanie, zgodnie z art. 186.1 Konstytucji, to stanie „na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. A ma o to dbać wypełniając inne zadania, czyli wskazując kandydatów na stanowiska sędziowskie spełniających konstytucyjne warunki, dbając o przestrzeganie etyki sędziowskiej oraz reagując w przypadku podważania niezależności i niezawisłości. Jak organ, który sam przestał być niezależny ma o to zadbać?
Podobne działania przeprowadził PiS podporządkowując sobie Trybunał Konstytucyjny. Przy czym w tym przypadku pomogła mu PO desygnując trzech sędziów do uzupełnienia obsady TK i trzech dodatkowo na miejsca sędziowskie jeszcze nie zwolnione. Miała to być obrona przed zamiarami PiS, ale przyniosła odwrotny efekt. Z cwaniactwa Platformy skorzystał Duda i PiS. Dudzie dało ono argument do nie przyjęcia ślubowania od prawidłowo wybranych kandydatów, a PiS umożliwiło szybsze podporządkowanie tego ważnego organu państwa. O ile jednak PO wykorzystało tylko lukę w przepisach, to zarówno prezydent – nie przyjmując ślubowania, jak i opanowany przez PiS Sejm – wybierając dublerów, złamali Konstytucję.
Wprowadzenie aż sześciu „odpowiednich ludzi” do Trybunału poprzedziło zmianę ustawy „o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym”, która pozwoliła na ostateczne „usunięcie” z tego ważnego dla sprawowania władzy organu „nieodpowiednich” sędziów. „Nieodpowiedni” znaczy, zgodnie z leninowską tezą, „nie oddani partyjnej idei”. Zastąpili ich formalnie bezpartyjni, chociaż dopiero co pozbyli się partyjnych legitymacji, jak Piotrowicz czy legitymacji posłów klubu PiS, jak Pawłowicz. I co z tego, że tylko kiep mógł uwierzyć, że są bezstronni i niezależni?
Kolejny organ stał się konstytucyjną wydmuszką.(cdn)
Włodzimierz Brodiuk