W 1853 roku amerykański komodor Matthew Perry poprowadził eskadrę amerykańskich okrętów wojennych do Zatoki Tokijskiej, by wymusić nawiązanie stosunków z Japonią. Obyło się bez jednego wystrzału. Na początku XX wieku Roosevelt w ramach przyjacielskiej wizyty wysłał dookoła świata, z pokazem siły militarnej, 16 pancerników z okrętami wsparcia. Po II wojnie światowej USA narzuciły światu Pax Americana. Dziś Trump ostatecznie zamyka ten okres stabilizacji i koncyliacyjnego rozwiązywania sporów. Chce przejść do historii jako twórca Nowego Światowego Porządku, zbudowanego na zasadach spółki akcyjnej, w której on sam ma mieć większościowy pakiet.
Klasycznym tego przykładem jest tworzona właśnie przez Trumpa Rada Pokoju. Początkowo do rozwiązywania konfliktu izraelsko – palestyńskiego w Gazie, teraz już także do wprowadzania pokoju w Ukrainie i nie tylko. Nadal nie wiadomo jaki kształt ma mieć owo ciało, ale amerykańscy urzędnicy mówią już o alternatywie dla ONZ, ujawniając że pomysł ma co najmniej podwójne dno. W ONZ każdy kraj traktowany jest na takich samych zasadach, ma taki sam głos. W Radzie Pokoju też każdy ma mieć głos, uprawnienia członków Zarządu mają być większe, ale ich decyzje musi zaakceptować przewodniczący, czyli Trump. Bo kto ma być członkiem Zarządu nie wiadomo, być może ci którzy wpłacą więcej niż miliard dolarów, ale wiadomo, że wskaże ich, oczywiście, Trump. Podobnie jak też on zadecyduje kto będzie w Radzie, jeżeli nie wykupi akcji, to znaczy nie wniesie odpowiednio wysokiej donacji.
Początków ONZ można doszukiwać się w 1941 roku w londyńskim spotkaniu przedstawicieli 14 państw, w tym polskiego rządu na uchodźstwie i wspólnej deklaracji głoszącej, że „jedyną prawdziwą podstawą trwałego pokoju jest dobrowolna współpraca wolnych narodów”. Rok później 26 państw walczących z państwami Osi podpisało dokument pod nazwą „Deklaracja Organizacji Narodów Zjednoczonych”. Autorem określenia „Zjednoczone Narody” był Franklin D. Roosevelt. W 1944 roku przedstawiciele rządów Wielkiej Brytanii, USA oraz Związku Radzieckiego i Chin uzgodnili „Propozycje utworzenia Powszechnej Organizacji Międzynarodowej”. I wreszcie 26 czerwca 1945 roku – po blisko dwóch miesiącach dyskusji i czterech latach rozważań i dochodzenia do konsensusu – przedstawiciele 50 państw, uczestniczących w Konferencji Narodów Zjednoczonych w San Francisco, podpisało się pod Kartą Narodów Zjednoczonych. Trump ogłosił swój pomysł w czwartek, ma już gotowy statut i chce by zaproszeni przywódcy podpisali go w kolejny czwartek w Davos. Trzask, prask.
Świat budowany na zasadach porozumienia i kompromisu, w którym silniejszy ustępuje słabszemu, jest dla Trumpa nie do przyjęcia. Cóż z tego, że może zablokować każdą decyzję Rady Bezpieczeństwa ONZ, skoro to samo może uczynić jeszcze czterech innych stałych członków Rady. A już kompletnie drażni go Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Trump pewnie chętnie wystąpiłby z ONZ , ale nie ma takich uprawnień i możliwości, więc występuje z działających pod auspicjami ONZ organizacji i zaprzestaje ich finansowania. I wreszcie wpadł na genialny pomysł stworzenia alternatywy.
Jako biznesmen Trump zaskakiwał swoich współpracowników i kontrahentów nagłymi decyzjami i zmianami. Jako prezydent czyni to nadal. Tyle, że teraz „mam pomysła” dotyczą kraju i świata. Burzą porozumienia i standardy. Trump sięgnął po chaos jako skuteczny element wolnej amerykanki, w której nie ma reguł i wszystkie chwyty są dozwolone. Bo – jak sam głosi – Bóg powołał go by Make America Great Again (Uczynić Amerykę znów wielką). Jednak w rzeczywistości to hasło ukrywa inne: Make Trump Great (Uczynić Trumpa Wielkim). Ameryka jest wielka i bez Trumpa, jednak jej potęga jest doskonałym instrumentem do stworzenia Wielkiego Trumpa, bohatera wszechczasów.
Ameryka – uważa on – jest wykorzystywana przez wszystkich i nadszedł czas, by to Ameryka odrobiła straty. Ameryce się należy. Ukraińcy powinni zwrócić koszty pomocy, najlepiej przekazując amerykańskim firmom eksploatację metali ziem rzadkich. Dania powinna oddać Grenlandię, bo inaczej wyspę przejmą krążące wokół niej okręty rosyjskie. Albo Chiny. I nieważne, że w pobliżu wyspy nie ma wrogich okrętów, a na wyspie funkcjonuje amerykańska baza wojskowa. Wenezuela właśnie doświadczyła Pax Americana. Metodą militarną. Głowa reżimu trafiła do więzienia, ale struktury władzy pozostały, bo oddają złoża ropy. Na platformie X urzędnicy Białego Domu wskazują kolejne potencjalne cele militarnej agresji.
Jednak główną bronią Trumpa pozostają cła. Od początku swej prezydentury podnosi, obniża, znosi. W zależności od reakcji atakowanego państwa, odkrywania własnych kłopotów i ….humoru. Nie jest pierwszym prezydentem, który za głównego rywala uznaje Chiny. Od poprzednich różni się jednak tym, że zamiast wzmacniać Sojusz Transatlantycki, on go osłabia, atakując Unię Europejską. A Europa, w odróżnieniu od Chin, reagowała dotychczas dość miękko i niemrawo. Żeby nie urazić. Tyle, że ośmielony tym Trump właśnie przekracza cienką czerwoną linię. Grozi podniesieniem ceł na towary z krajów, które – nadal symbolicznie – wsparły Danię wysyłając na Grenlandię swoich żołnierzy. Grozi jeszcze większymi cłami tym krajom, które nie skorzystają z jego zaproszenia do Rady Pokoju. Macron odmówił i cła z Francji mają wzrosnąć do 200 procent.
Francuski prezydent zdecydowanie odmówił udziału, inne kraje się zastanawiają, ale ochoczo zareagowały – i to nie dziwi – Węgry, Białoruś i Rosja. Te ostatnie dwa – Łukaszenka wprost to oznajmił – szczególnie zainteresowane są rozwiązaniem – nie dodaje, ze zgodnie z interesem Rosji – konfliktu w Ukrainie, co ma być kolejnym – po Gazie – tematem tej pokojowej z nazwy organizacji.
Doceniony zaproszeniem został też Nawrocki. Tyle, że bez zgody rządu i parlamentu, może z zaproszenia skorzystać tak jak były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair – czyli jako osoba prywatna, a nie przedstawiciel Polski. Co ciekawe, o czym doniosła „Do Rzeczy”, zapomniał nagle, że nie on, a do niego po prośbie należy uderzać i sam do Tuska zadzwonił.
Włodzimierz Brodiuk